czwartek, 5 lipca 2012

Dziękujemy Wam dziewczyny że jesteście:)

Dzięki wspaniałym i kochającym ludziom,którzy wiedzą co to znaczy "rak" Kubuś może choć na jakiś czas zapomnieć o chorobie.Zapomnieć o tym że w tej chwili ma spadki ,szlaban na wychodzenie z domu.,spotykanie się z znajomymi.Dzisiaj wstał wcześnie rano.Seba był na noc miał nowa grę od kuzyna,tak więc musieli ją wypróbować.Szybki obiad.Tatuś zrobiło drożdżówkę ze świeżych jagód,nazbieranych rano .Byli razem z mamusią w lesie.Po obiedzie ciocia Monia zadzwoniła czy może wpaść na chwil kilka.Była z inną ciocią.Dziękuje Wam ciociu nie że mogę choć na chwilę zapomnieć  o chorobie,być szczęśliwym w tak ciężkich dla mnie dniach.Dziękuje Wam z całego serca.Jestem bardzo zadowolony ze byłyście choc króciutko ze względu no moje bardzo słabe wyniki.Wy wiecie jak poprawić mi humor.WIELKIE BU ZIOLE DLA WAS:))).

środa, 4 lipca 2012

Kubuś Siarnowski - Nieustanna walka o życie!

:(

Jak co środę  ranna pobudka i wyjazd do Gdańska.Tam wyniki  i czekamy.Dziś mieliśmy spotkanie z endokrynologiem co do jąderek .Pani dok. stwierdziła że jeszcze można się powstrzymać od zabiegu.Ok. 10.00 Pani dok.Kozłowska poprosiła mnie do gabinetu i powiedziała że wyniki małego nie są dobre .Mało potasu,dużo magnezu.Granulocytów 20% szok.Nie był miejsca bo tak byśmy zostali na oddziele.Zalecenia do domu nie wychodzić na dwór ,unikać kontaktu z chorymi domownikami,zero zakupów,odwiedzin i kontaktów z ludźmi .Masakra jak w więzieniu.Najgorsze to że Sebastian jest podziębiony,trudno musi jechać do babci. Tylko na jak długo.Nie wiemy co robić.Jak długo będzie trwała ta niepewność.

wtorek, 3 lipca 2012

Co przyniesie jutrzejsza kontrola.?

Odwiedziny przed świętami
Dziś przesadziliśmy.Tatuś na urlopie to się wstaje o godz 10.30.Masakra ale co tam od czasu do czasu każdemu się należy.Ja wstałam ok.7.00 poszłam dać jeść naszemu ptactwu przy którym tańczyłam na błotku i  położyłam się z powrotem.To mama i Kubuś takie śpiochy.Jak wstaliśmy to tatuś miał gotowe śniadanko.Po śniadanku wyjazd do Malborka pozałatwiać sprawy papierkowe i do warsztatu sam.Kubuś nie przepuścił zrobienia zakupów dla siebie.Nowy komplet spodenki i koszulka na jutrzejszy wyjazd do Gdańska na kontrolne badania do akademii.Panowie zajęli się samochodem a my  z Kubusiem poszliśmy oglądać meble z Niemiec.Nie mogliśmy się z małym napatrzeć na te cuda.Kubutkowi też podobało się parę rzeczy.W mieście strasznie pachniało mu pizzą z resztą już od kilku dni.Wybłagał u tatusia.Tatuś przygotował taką specjalną na specjale życzenie dla synusia.Po posiłku poszliśmy całą trójką bo Seby nie ma (nawet nie chciał przyjechać na pizze) poszliśmy sprzątać auto.Do przodu podjechał tatuś ale kierował Kubuś.Nasz kierowca tylko siedział i dawał rozkazy kto co ma robić.Grzebał w tym samochodzie że tatuś musiał  zwrócić mu uwagę.Oczywiście była obraza.Po sprzątaniu auta namówił mnie na czesanie naszej suczki "Mani"-Kulki.I przyszedł czas spakować walizkę do samochodu na jutro.Kiedy to się skończy.Kubuś leży w łóżku i się pyta?
-jak myślisz jakie mam wyniki?
-chyba nas jutro nie zostawia?
-a czy jak płytek będzie dość a granuli mało to nas puszczą?
Nie wiem w tedy jak mam się zachować.Tłumaczymy mu że musimy jeździć się kontrolować,że tak trzeba.Wszystko okaże się jutro,zobaczymy co jutrzejszy dzień przyniesie,jakie wieści.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Dzień jak co dzień

Dziś Kubusia nosiło,nie mógł usiedzieć na miejscu.Wstał ok.9.00 miał do mnie pretensje że ranogo nie obudziłam i sama zawioałam tatusia do pracy.On tak chciał iść do biedronki a z rana niema tylu ludzi.
Był obrażony i nie mniał chęci robić ze mną pierogów z jagodami,po dłuższej chwili mu przeszło.Przeprosił nawet ze był taki nie dobry.Chodził po mieszkaniu i nie wiedział co ma z sobą począć,Nawet zadzwoniliśmy do Sebastiana by przyjechał na chwilkę od babci.Ok. 14.00 wyruszyliśmy do M-K kupić spodenki i pozałatwiac kilka spraw przed środą ponieważ róznie to bywa.Pojechaliśmy po tatusia pod zakład pracy.Tam tez przyjechała ciocia Hania przywiozła nam gąski takie maciupeńkie.Zrobilismy im małą zagrodę z siadki plastikowej i weszliśmy do domu.U góry ukrop Jakub przeprał sobie nowe spodenki i bluzeczkę kruciutką (taka do kateteru) i powiesił na lince.Zżyczył sobie na kolację suróweczkę ,frytki i mięcho.Stanęłam na wysokości zadania i synus się najadł.Wieczorkiem poprosił Denisa,Krzyśka i Konrada żeby z nim pograli w piłkę koło domu..Chłopaki nie odmówili.Mały był strasznie zmęczony.Wrócił do domu ok.21.30 nie miał siły nawet się sam umyc.Dziś padł jak kawka.

niedziela, 1 lipca 2012

zdjęcie z 2011
Nad ranem strasznie, pogoda była kapryśna wiało,padało a co najstraszniejsze to grzmiało i były błyski.Kubuś bał sie strasznie  ja z resztą  też.Ale daliśmy radę.Na 10.00 poszłam  do kościoła .Kubuś został w domu ze względu na pogodę,która nie pozwoliła stać na zewnątrz.Jak wróciłam to moi  mali panowie przygotowali śniadanie.W jego trakcie tatuś zaproponował wycieczkę do lasu zobaczyć czy są jagody.Mieliśmy jechać po obiedzie ale pojechaliśmy po śnaiadaniu.Seba nie chciał jechać  poszedł do kościoła a my do lasu.Wyjechaliśmy przed 12.00 a wróciliśmy ok.16.00 z pełną kobiałką jagód.Na początku Kubuś chodził koło nas ale za chwilę poszedł do samochodu i siedział tam jak w saunie.Bał sie otwierać drzwi czy okna żeby go nic nie pogryzło.Znalazł sobie zajęcie a to radio a to udawał że jedzie jako kierowca do domu.Było wesoło.Po powrocie zjedliśmy obiad.Było zastanawianie co zrobimy z jagodami.Kubuś szybko załatwił sprawę ciasto,bułeczki a jutro pierogi.Tatuś ma zajęcie przed pracą musi zagnieść ciasto bo ja nie mogę ze względu na RZS.Na rano zajęcie jest.Robota zaplanowana to Kubuś poszedł pokopać troszkę piłkę z Sebastianem,póżniej z Denisem jak braciszek wybył do babci a juz przed pójściem do domu ok.21.00 mnie zaciągnoł .Nie mogłam mu odmówić.Pokopaliśmy ok.10 min.i przyszliśmy do domu  na mecz i  kolację .Ciacho pojedzone mlekiem popite,kąpiel i spanko.I tak minął kolejny dzień.

Ach ta pogoda:)

Jezioro w Borach Tucholskich 2011
Sobota jakaś nerwowa .Może ta pogoda na nas wszystkich tak działa.Plan taki na sobotę.
Rano gotuje obiad,chłopcy sprzątają u siebie ,razem robimy ciasto na moje imieniny a Kubutek robi babeczki.Plan ,planem a wyszło inaczej ale wszystko zrobione.Po obiedzie mielismy jechać do naszego darczyńcy projektu dla Kubusia Pana Czermaka.,tylko że zaczęło strasznie wiać.Na dworze porządnie się rozszalało.Wiało,padało.I myśleliśmy że z planów nici.A tu niespodzianka.Pogoda się poprawiła,tak więc sie wybraliśmy.Kubutek cały dzień nie mógł się doczekać i dlatego był chyba  taki nerwowy .Tam się chłopcami zajęły przesympatyczne dziewczynki a mną ich mama.Trampolina ,domek na drzewie wszystko przetestowane.Cały czas sie zastawialiśmy dlaczego Pan Jarosław nam tak od razu zaczął pomagać,ale w rozmowie z jego żoną zrozumiałam."NIK NIE WIE CO GO MOŻE SPOTKAĆ I JAKIEJ POMOCY BĘDZIE POTRZEBOWAŁ"Jaki świat i życie było by prostrze jeśli by tak myśleli wszyscy.Dzieci sie polubiły i nie mogły się rozstać.Umowa taka że jak  dziewczyny wrócą od cioci to Kubuś z Sebastianem pojadą.W domu byliśmy ok.21.00 zjedliśmy kolację ,kąpiel i spać.