![]() |
| zdjęcie z 2011 |
niedziela, 1 lipca 2012
Ach ta pogoda:)
![]() |
| Jezioro w Borach Tucholskich 2011 |
Rano gotuje obiad,chłopcy sprzątają u siebie ,razem robimy ciasto na moje imieniny a Kubutek robi babeczki.Plan ,planem a wyszło inaczej ale wszystko zrobione.Po obiedzie mielismy jechać do naszego darczyńcy projektu dla Kubusia Pana Czermaka.,tylko że zaczęło strasznie wiać.Na dworze porządnie się rozszalało.Wiało,padało.I myśleliśmy że z planów nici.A tu niespodzianka.Pogoda się poprawiła,tak więc sie wybraliśmy.Kubutek cały dzień nie mógł się doczekać i dlatego był chyba taki nerwowy .Tam się chłopcami zajęły przesympatyczne dziewczynki a mną ich mama.Trampolina ,domek na drzewie wszystko przetestowane.Cały czas sie zastawialiśmy dlaczego Pan Jarosław nam tak od razu zaczął pomagać,ale w rozmowie z jego żoną zrozumiałam."NIK NIE WIE CO GO MOŻE SPOTKAĆ I JAKIEJ POMOCY BĘDZIE POTRZEBOWAŁ"Jaki świat i życie było by prostrze jeśli by tak myśleli wszyscy.Dzieci sie polubiły i nie mogły się rozstać.Umowa taka że jak dziewczyny wrócą od cioci to Kubuś z Sebastianem pojadą.W domu byliśmy ok.21.00 zjedliśmy kolację ,kąpiel i spać.
piątek, 29 czerwca 2012
Wakacje czas zacząć:)
Rano pobudka,prasowanko i po świadectwo.Apel rozpoczął się o 9.00.My poszliśmy później.Tak to wszystko jeszcze trwało.Nagrody ,podziękowania itp.Staliśmy z dala od tłumów.Pani Danusia-wychowawczyni podeszła i sie przywitała z nami.Gapiów-bo tak nazwijmy dorosłych którzy wpatrywali sie w Kubutka i prowadzili dyskusje było troszkę,ale wziełam tym razem tego do siebie.Kubutek postał troszkę,był zmęczony więc weszliśmy do szkoły ,która była opuszczona,cicha nikt nie biegał po korytarzach.Usiedliśmy na górnym korytarzu żeby Kubutek wszystko widział.Apel się skończył.Dzieciaki z jego klasy zaraz przybiegli.Witały Jakuba nauczycielki których nie znamy,panie kucharki,panie sprzątające.Było miło,byłam bardzo zaskoczona.Jak weszliśmy do klasy mnie puściło nie mogłam sobie poradzic.Łzy leciały jedna za drugą.Jak Pani Danusia wręczała świadecto i dyplom Kubusiowi klasa zaczęła bić tak wielkie brawa że znowu się wzruszyłam.Póżniej nastąpiło podziękowanie dla dzieci ,rodziców a póżniej Pani Mirka dziękowała w imieniu rodziców naszej Pani Danusi.Wzruszeń było co nie miara.Na koniec już wychowawczyni przytuliła Kubusia ,ucałowała w główkę.Dla mnie to już za dużo jak na jeden dzień.Musiałam odejść na moment żeby mały nie widział jak płaczę. Po szkole pojechalismy do mich rodziców.A tam niespodzianka .Ciocia Hania z dzieciakami i babci siostra Danka.Pośmialiśmy się troszeczke,dzieciaki poganiali na tyle co mogli.Ok.14. wróciliśmy do domu .Chłopcy przygotowali truskawki na lody,a ja wziełam sie za obiad.Pod wieczór dzieci grały na kom.w nowe gry.I tak rozpoczelismy wakacje.A jutro zobaczymy wszystko zależy od pogody.;)
czwartek, 28 czerwca 2012
Było super!!!!:)))
Na wstepie dziękujemy Szymkowi za pogodę i czuwanie nad nami,Marcinowi za zaproszenie .
Rano pobudka.Oj ciężko chłopakom było wstać.Marcin przyjechał po nas ok.9.00 zapakowaliśmy swoje rzeczy i ruszyliśmy w drogę.Za nim dojechaliśmy na miejsce minęło trochę czasu jeden zjazd nie tak i wycieczka.Ale nie było źle zwiedziliśmy troszkę.W końcu dojechalismy.I się zaczęło zwiedzanie Szymbarka.Na wstępie największa deska świata.Po tem dom Sybiraka,chatka do góry nogami itp.Do chatki na początek weszliśmy wszyscy tylko ja po 2min.się wycofałam.Błędnik dał o sobie znać.Podziwiam moich synków zrobili sobie powtórkę.Weszli do chatki jeszcze raz porobić sobie fotki.Super Kubuś choć na chwilkę mógł zapomieć o chorobie- no może nie tak do końca bo zwiedzających było bardzo dużo i czasami musieliśmy "uciekać".Byłam mile zaskoczona że nikt nie patrzał na Kubusia tak jak do tychczas(dziwnie bo nosi maseczkę)Ale może są bardziej wyrozumiali ,nie wiem nie umiem na to odpowiedziec.Zwiedziliśmy bunkier, odsłuchalismy przez 2min. w ciemnościach odgłosów bombardowania,było to bardzo straszne,ciarki przechodziły po całym ciele.Zrobiliśmy sobie pamiątkowe pocztówki.Było co oglądać.Mały zadowolony chyba by mógł spędzić tam cały dzień.Wszystko super zrobione,czyściutko a chlebek wysmienity.Do domku wróciliśmy ok.16.30.Kubuś poprosił tatusia o zamocowanie kosza .Najwidoczniej po wycieczce nie był zmęczony jak miał siłe na rzucanie i szaleństwa.I jak mu zabronić.Czy mam go zmusić siłą żeby siedział na miejscu?Myślę że wszystko w rękach Boga.Wiem że jesteśmy na spadkach ale on chce żyć jak normalne zdrowe dziecko.Tu się pobawić tam na psocić.A my go wciąż kontrolujemy i zabraniamy.Dzisiaj miał święto.Damy radę tak myślę.Jutro idziemy na zakończenie roku szkolnego,pożegnać się z wychowawczynią.Czwarta klasa i inny wychowawca.
Rano pobudka.Oj ciężko chłopakom było wstać.Marcin przyjechał po nas ok.9.00 zapakowaliśmy swoje rzeczy i ruszyliśmy w drogę.Za nim dojechaliśmy na miejsce minęło trochę czasu jeden zjazd nie tak i wycieczka.Ale nie było źle zwiedziliśmy troszkę.W końcu dojechalismy.I się zaczęło zwiedzanie Szymbarka.Na wstępie największa deska świata.Po tem dom Sybiraka,chatka do góry nogami itp.Do chatki na początek weszliśmy wszyscy tylko ja po 2min.się wycofałam.Błędnik dał o sobie znać.Podziwiam moich synków zrobili sobie powtórkę.Weszli do chatki jeszcze raz porobić sobie fotki.Super Kubuś choć na chwilkę mógł zapomieć o chorobie- no może nie tak do końca bo zwiedzających było bardzo dużo i czasami musieliśmy "uciekać".Byłam mile zaskoczona że nikt nie patrzał na Kubusia tak jak do tychczas(dziwnie bo nosi maseczkę)Ale może są bardziej wyrozumiali ,nie wiem nie umiem na to odpowiedziec.Zwiedziliśmy bunkier, odsłuchalismy przez 2min. w ciemnościach odgłosów bombardowania,było to bardzo straszne,ciarki przechodziły po całym ciele.Zrobiliśmy sobie pamiątkowe pocztówki.Było co oglądać.Mały zadowolony chyba by mógł spędzić tam cały dzień.Wszystko super zrobione,czyściutko a chlebek wysmienity.Do domku wróciliśmy ok.16.30.Kubuś poprosił tatusia o zamocowanie kosza .Najwidoczniej po wycieczce nie był zmęczony jak miał siłe na rzucanie i szaleństwa.I jak mu zabronić.Czy mam go zmusić siłą żeby siedział na miejscu?Myślę że wszystko w rękach Boga.Wiem że jesteśmy na spadkach ale on chce żyć jak normalne zdrowe dziecko.Tu się pobawić tam na psocić.A my go wciąż kontrolujemy i zabraniamy.Dzisiaj miał święto.Damy radę tak myślę.Jutro idziemy na zakończenie roku szkolnego,pożegnać się z wychowawczynią.Czwarta klasa i inny wychowawca.
środa, 27 czerwca 2012
Ściągnięcie kateteru pod znakiem zapytania.
Rano pojechalismy do Gdańska na kontrolne badania,z resztą robimy tak co tydzień.Po przyjęciu zanieśliśmy krew do laboratorium.Na oddział wróciliśmy na około Kubus chciał zobaczyć jak sie mają prace na terenie akademi-chodzi o burzenie budyków,tych starych.Kubuś zawiózł dzisiaj swoje maskotki .Wczoraj je wszystkie wyprał,wysuszył i oddał dzieciom.Później zjedliśmy śniadanko ,które przywieźliśmy z domku.Po śniadaniu mały zjechał winndą na dół do Pani Krysi na zmiane opatrunku.Dziś jak nigdy wyniki o godz.10.30 szok.Okazało się że Kubuś jest w dalszym ciagu na spadkach i nie ma co planować kiedy ściągniemy kateter.Miałam cichą nadzieje że nastapi to za tydz.ale się przeliczyłam.Wyniki cały czas spadają. Za tydzien znowu do Gdańska:(Całą drogę maleńki przespał musiał być mocno zmęczony. Po powrocie do domku zaczelismy wspólnie przygotowywać obiad.Niewiadomo kiedy Jakub znalazł sie na ogrodzie z haczką i kopie ziemniaki .Nie męczył się przy tym ponieważ kopał powierzchownie,nie pozwoliłabym mu sie męczyć..Wyrwał 2 krzaki i kazałam skończyć twierdząc że wystarczy.Po obiedzie wyszedł z tatusiem na dwór ,puszczali latawca.Ma już drugiego z Spidermenem.Stwierdził że ten stary odda sąsiadce na szpaki.Nie mógł się doczekac na Sebastiana miał dla niego prezent urodzinowy-kosz do gry w kosza.Ile było śmiechu jak wrócił Seba z wycieczki.Kupił na niej maskę gazową i tata ja zakładał bardzo śmiesznie wyglądał.Po wszystkich ciekawostkach jak było,chłopcy zjedli kolacje i poszli sie myć.Rano jedziemy z Marcinem do Szybarku.Pogada chyba dopisze ,okaże się rano.
To nie deszcze to niebo płacze.
To nie deszcz to niebo płacze .Stwierdziliśmy w środę.Dzień bardzo brzydki, ponury,smutny.Kubuś kręcił się po pokoiku było mu smutno że jego brat pojechał na wycieczkę a on sam siedzi w domu.Zrobił sie nerwowy-może ma mnie dość .Cały czas jest ze mną.To ja mu karzę założyć maseczke ,cieplej się ubrać ,uważać jak jest słońce.Wciżą powtrzam pamietaj tam nie podchoć,nie dotykaj psa,myj ręce.Ma tego wszystkiego po wyżej dziurek w nosie.Wiem że to męczące ale tak trzeba.Trzeba uważać aby nie zrobić sobie żle.Nic ciekawego nie robił do obiadu..Po obiedzie tatuś poszedł zrobić porządek w garażu.Mały wyczół sprawę i poszedł -niby po "coś".Poprawił mu sie od razu chumor.Nawet mnie tam zaciągneli.Do domu przyszlismy po 21.I się zaczęło szybka kapiel kolacja-tak o tej porze:( i do spania bo rano wyjazd do UCK w Gdańsku na kontrole.Trzymajcie kciuki żebyśmy wrócili do domku.
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Z naszych planów nici
Już w nocy wiadomo było że nici z naszych planów wyskoczenia na działkę.Kubuś troszkę po leniuchował,ubrał się bo go poprosiłam.Chciałam go wyciągnąć na dwór,ale nie chciał.Czyżby wyniki poszły tak bardzo do dołu???Żadnego specjalnego życzenia na obiad.Był dziś markotny.To wymyśliłam.Kazałam się ubrać żeby go nie przewiało i wyjść na podwórko bo mam niespodzianke.Z ciekawości ubierał się w biegu.A ja znalazłam jego latawiec i zaczęliśmy puszczać go koło domu.I stało się ,wpadł nam na daszek.Mina Jakuba była już nie taka.Ale przy pomocy wiatru udało się go wyszarpać.Stwierdziliśmy że na podwórku mało miejsca.Za ogródkami jest pole na którym nic nie ma.Wybraliśmy się tam,Śmiechu było co nie miara nerwów też jak wiatr mocno szarpnął.Po godz. poszliśmy do domu.Po obiedzie zadzwonił telefon.To ciocia Ania z wujkiem Andrzejem przyjechali nas odwiedzić,po chwili zadzwonił Pan Marcin .Przekazał Kubutkowi dobrą wiadomość ,jedziemy na obiecana wycieczkę w czwartek.Mamy nadzieję że tym razem pogoda dopisze.Martwię się o niego.Jakubek jest taki że jak coś jest mu nie tak to nie chce powiedzieć żeby nas nie martwić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

